Zawsze ciągnęło mnie bardziej do natury. Już w młodym wieku biegałem po lasach szukając zwierząt w najdziwniejszych miejscach. Chciałem być blisko nich, obserwować ich zwyczaje. Te spotkania były jednak zawsze krótkie, za krótkie. Wszystko działo się tak szybko. Zwierzęta zawsze jakoś mnie zwietrzyły, albo zobaczyły. Z czasem zrozumiałem, że muszę się schować do specjalnie przygotowanych ukryć. W pewnym momencie pojawił się aparat fotograficzny i zmienił wszystko...
Pierwsze zdjęcia, pierwsze emocje związane z obawą, czy się udały. Jak ja się wtedy cieszyłem. Dziś nie mogę na nie patrzeć.
Po wielu latach wiem jak „zaklinać ptaki”, sprawić, by orły siadały mi na ukryciu, ptaki przylatywały w miejsca przeze mnie upatrzone, a nawet pozwalały się podejść na wyciągnięcie ręki.
Fotografia przyrodnicza wciąga, a żaden film przyrodniczy nie odda tego co zobaczymy na własne oczy. Kiedy siedzimy cichutko w ukryciu, a kilka metrów od nas pojawiają się zwierzęta nieświadome naszej obecności rosną emocje. Rosną jeszcze bardziej, kiedy dzikie zwierzęta zaczynają tolerować naszą obecność.
Przeglądamy zdjęcia na wystawach, w czasopismach i nie zastanawiamy się jak wielką drogę musiał pokonać fotografik przyrody, by można było oglądać zwierzęta jakich nigdy się nie zobaczy. To ciężka i mozolna praca. Każdy temat wymaga masę przygotowań, a im bardziej ambitny tym trudniejszy. Warto jednak pokonać tę drogę. Jedynymi towarzyszami w pracy są: przenikliwa mgła, poranne wstawanie, dokuczliwy mróz, jedzenie obozowe itp. Nad projektami przyrodniczymi trzeba czasem pracować kilka lat. Warto jednak wypełnić tę misję i być ambasadorem przyrody. Pozwolić swoimi oczami patrzeć na dziką przyrodę, jej bogactwo i skryte tajemnice. Może dzięki temu uda się ją zachować dla przyszłych pokoleń w niezmienionym stanie.
Fotografie są własnością Roberta Dróżdż i nie mogą być wykorzystywane bez jego pisemnej zgody.
